sobota, 3 października 2015

Rozdział 8



(Thomas)

Obserwowałem piękną dziewczynę śpiącą w fotelu obok. Miała lekko rozchylone usta, jej długie rzęsy spoczywały na górze policzków. Wsłuchiwałem się w jej spokojny, miarowy oddech. Uśmiechnęła się lekko przez sen. Siedzieliśmy w samochodzie zaparkowanym pod jej kamienicą. Westchnąłem cicho rozpamiętując ostatnie dni, teraz jestem chyba na prawdę szczęśliwy. Codziennie obwiniam się za to, że ją zostawiłem. Nie ma dnia, w którym nie nękałoby mnie poczucie winy. Czemu zawsze dobrym ludziom przydarza się tyle nieszczęść? Jestem przekonany, że Elena jest ludzkim wcieleniem anioła. Tyle,że co chwila coś podcina jej skrzydła...Wysiadłem z samochodu i przeszedłem na drugą stronę. Otworzyłem drzwi, zimny podmuch wiatru sprawił, że drobne ciało Eleny zadrżało. Musnąłem lekko jej policzek próbując delikatnie ją wybudzić. 

- Wstawiaj śpiąca królewno - szepnąłem. Mruknęła w odpowiedzi na co zaśmiałem się cicho. Będę musiał ją zanieść. Wsunąłem rękę pod jej kolana a drugą umieściłem na jej plecach. Podniosłem ją i przytuliłem do siebie otulając ją ciaśniej moją kurtką. Sięgnąłem jeszcze po jej torebkę i położyłem na jej udach. Wtuliła twarz w moje ciało próbując się ogrzać. Wchodziłem po stopniach zbliżając się do jej mieszkania. Już miałem włożyć klucz do dziurki kiedy jakiś mężczyzna wyszedł z jej mieszkania. Zdziwiony zrobiłem krok do tyłu.
- Co tu robisz? - spytałem w dość nieuprzejmy sposób. - Kim jesteś? - dodałem widząc, że facetowi nie zbiera się na odpowiedź. Mężczyzna odchrząknął przygotowując się do wyjaśnień.
- Terry Brown, jestem właścicielem tego budynku i z przykrością stwierdzam, że panna Mason już tutaj nie mieszka. - powiedział i rzucił nerwowe spojrzenie na Elenę, która spała w moich ramionach. - Jak to nie mieszka? - spytałem lekko podniesionym tonem.
- Ma sporo zaległych opłat. Nie płaci rachunków w terminie, nie opłaca mi się wynajmowanie mieszkania takiej osobie. Znalazłem nowych lokatorów więc panna Mason musi się usunąć. Nic nie mogę poradzić. Żegnam pana. - skłonił lekko głowę i odszedł nawet się nie oglądając. Spojrzałem w dół na twarz Eleny, We śnie człowiek znajduje się we własnym świecie, czasem pływa w głębokim oceanie. a czasem stawia pierwszy krok w chmurach i zapomina o problemach. Nie zostawię jej. Już nigdy. Odwróciłem się w stronę wyjścia i ruszyłem z powrotem do mojego samochodu.



(Elena)

Siedzę w swoim pokoju na drugim piętrze. Jest cicho. Już od miesiąca, szarość spowija otoczenie. Trzeci dzień siedzę bez ruchu, z pustym wyrazem twarzy, z ociężałym sercem i z oczyma ciężkimi od gorzkich łez. Wpatruję się w dom stojący po drugiej stronie ulicy, równie szary i opuszczony jak wczoraj i miesiąc temu. Wydawałoby się, że jest to koszmar, może śnię na jawie. I tylko ból, który rozrywa me ciało upewnia mnie w tym, że to jednak rzeczywistość. Przejeżdżam wzrokiem po oknach na drugim piętrze domu na przeciwko. Cicha nadzieja tli się, próbując przekonać mnie do niemożliwego. Wpatruję się w ciemne okno, spodziewając się ujrzeć chłopca, którego tak bardzo teraz potrzebuję. Ale go tam nie ma. Nie ma i nie będzie. Zaczynam oddychać ciężko, czując, że bariera ustępuje. To co siedzi we mnie zaraz uleci. Opieram ręce przed sobą, jakby konając. Łzy ponownie bezlitośnie napływają do zmęczonych oczu. Zatrzymuję na chwilę powietrze w płucach wpatrując się w podłogę. I krzyczę. Wyrzucam cały ból. Wydzieram się wniebogłosy ale nic nie słyszę. Już brakuje mi powietrza ale nie przestaję. Krzyczę głośniej chcąc pokonać to straszne uczucie. Ale potem wszystko znika. Cały obraz niknie, rozpada się jak domek z kart. Grunt odchodzi spod nóg i czuję jakbym była w nicości. Upadam w nią głębiej, nawet nie szukam ratunku. Przegrałam. 



"Nie widziałam cię już od miesiąca. 
I nic. Jestem może bledsza,
trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
lecz widać można żyć bez powietrza!"


- obudź się! - ktoś potrząsnął mną lekko wybudzając z okropnego snu. Usiadłam raptownie, rozglądając się dookoła. 
- Ciii, uspokój się, jestem tu. - moje oczy odnalazły właściciela czekoladowych tęczówek. Tommy. Trzymał moje dłonie pocierając je w uspokajającym geście. Odetchnęłam głęboko, to był tylko sen. 
- Już dobrze? - popatrzył na mnie z niepokojem. - Chodź tu. - westchnął i jednym stanowczym ruchem przyciągnął mnie do siebie. Z lekkim zaskoczeniem wtuliłam się w jego ciepłe ciało. Zaciągnęłam się jego zapachem, działał niezwykle kojąco. Siedzieliśmy tak wtuleni przez dłuższą chwilę, słuchałam jego miarowego oddechu, był obok mnie. Po tych cholernych czterech latach znów był blisko mnie. Przymknęłam oczy chcąc by ta chwila trwała wiecznie. Czułam się jak cztery lata temu, kiedy wszystko było po staremu. I wtedy zrozumiałam. Uderzyło mnie to co do niego czuję. Ja...ja go kocham. Teraz jestem tego pewna. Kocham go. Chwyciłam się kurczowo jego koszulki próbując wtulić się jeszcze bardziej, pochłonąć więcej tego cudownego zapachu. I w tamtym momencie ku mojemu zdziwieniu, usłyszałam te słowa. Słowa, które podświadomie chciałam usłyszeć już dawno. Człowiek trzymający mnie w objęciach, musiał czytać mi w myślach.
- Kocham Cię, Elena - szepnął ledwo słyszalnie ale moje uszy wyłapały każdą sylabę jego wyznania. Odsunęłam się od niego, i zerknęłam na jego piękną twarz. Wpatrywał się we mnie, czekając na moją reakcję. Wydawało się, że cała jego arogancja, cała to jego władcze usposobienie wyparowało. Wyglądał jak zagubiony chłopiec, gdzieś pomiędzy połami ciemności. Chłopiec desperacko szukający światła. I mogę obiecać jedno... choćby nie wiem co się działo... będę jego światłem. 



* * *



- Gdzie jedziemy? - spytałam z udawanym oburzeniem. Nic z niego nie wyciągnę. Siedzieliśmy w samochodzie już od godziny. Tommy zerkał na mnie co chwilę pokazując ten piękny chłopięcy uśmiech. Byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, właśnie dzisiejszego ranka ten cudowny chłopak wyznał mi miłość. 
- Dobrze, że ubrałaś długie spodnie. - powiedział lustrując mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się. Miałam na sobie zwykłe czarne leginsy, koszulę w kratę i kowbojki. Zwykły strój ale jeśli jemu się podoba, mogę ubierać się tak codziennie. 
- Gdzie jedziemy? - spytałam po raz kolejny, mając nadzieję, że tym razem łaskawie mi odpowie. Odwrócił głowę w moją stronę i pochylił się. 
- To niespodzianka skarbie. - cmoknął mnie lekko w policzek i wrócił wzrokiem na jezdnię. Zarumieniłam się momentalnie i zakryłam policzki dłońmi. Zaśmiał się cicho, piękny dźwięk odbił się echem w pojeździe. 
- Już niedaleko. - poinformował dziesięć minut później, kiedy widział, że wiercę się na siedzeniu. 
- Co robisz w weekend? - zapytał nagle, zwracając tym samym całą moją uwagę. Zamyśliłam się chwilę, studiując w myślach mój grafik. Mam się spotkać z Jessicą ale myślę, że nie obrazi się jak spotkamy się innym razem. 
- Chyba nie mam konkretnych planów - odparłam czekając na rozwój sytuacji. Zaprosi mnie na randkę?
- Chciałbym, żebyś poszła ze mną do klubu. Będzie Jeremy, Niall i jeszcze kilku znajomych. 
- Pójść z Tobą, w sensie jako...
- Jako moja dziewczyna. Chcę, żebyś poszła tam jako moja dziewczyna. - poczułam jak mój żołądek wywraca koziołki. Mimowolnie uśmiechnęłam się szeroko promieniując szczęściem. 
- Co się tak szczerzysz? - spytał Tommy udając urażonego. 
- Kocham Cię - powiedziałam. Zrobił zaskoczoną minę po czym uśmiechnął się i skręcił w lewo. Moim oczom ukazał się dość spory dom, podobny do tego, w którym mieszkałam jak jeszcze żyła mama. Wysiadłam z auta i rozejrzałam się dookoła. 
- Mieszka tu moja ciotka - usłyszałam w odpowiedzi na mój pytający wzrok. Kiwnęłam głową dając znak, że zrozumiałam. Thomas podszedł bliżej i splótł nasze palce. Spuściłam wzrok na nasze dłonie i uśmiechnęłam się. Nareszcie nie czuję się samotna. Nareszcie znalazłam kogoś, kto być może mnie pokocha. Chłopak ujął mój podbródek między swoje palce i podniósł moją głowę. Widziałam radość w jego oczach kiedy nie odwróciłam wzroku. Pochylił się i delikatnie, jakby nie chciał mnie spłoszyć przycisnął swoje usta do moich. Po chwili odsunął się i oblizał wargi, zamrugałam kilkakrotnie. Pocałunek był krótki i uroczy. Szczerze mówiąc podobał mi się o wiele bardziej niż te gorące, namiętne pocałunki. 
- Chodźmy - powiedział i mocniej ścisnął moją dłoń. - Chcę Ci coś pokazać - weszliśmy na ganek i ruszyliśmy w stronę drzwi. Rozglądałam się dookoła bez przerwy, zapoznając się z otoczeniem. Na prawo stał wiklinowy fotel, na którym złożony był ciepły koc a obok stał mały stolik do kompletu. Na dywaniku obok drzwi stały zabłocone kalosze i ubrudzone ziemią narzędzia ogrodnicze. Na hakach nad dywanikiem wisiał sztormiak i jakieś ogrodniczki ale to co rzuciło mi się w oczy to kowbojski kapelusz. Uśmiechnęłam się sama do siebie, tata taki nosił. Zawsze jak szliśmy nad rzekę ubierał go i udawał, że reklamuje masło orzechowe. Później sama dostałam taki kapelusz i mam go do dziś. Tak, zawsze dobrze się bawiliśmy. Później kiedy tata odszedł spędzałam dużo czasu z mamą. Złapałam za wisiorek, z którym nigdy się nie rozstawałam i westchnęłam cicho. 
- Wszystko w porządku? - spytał Tommy. Potrząsnęłam głową wyrzucając niepotrzebne myśli. Zapewniłam go kiwnięciem głowy i weszliśmy do środka. 
- Nareszcie odwiedziłeś starą ciotkę! - wrzasnęła wesoło przysadzista kobieta w fartuchu w kwiaty i stanęła na palcach by pocałować chłopaka. Widać nie był zadowolony ale schylił się posłusznie przyjmując soczyste buziaki. Uśmiechnęłam się lekko, Tommy był taki uroczy. 
- Ciociu, to jest Elena - przedstawił mnie a jego ciotka spojrzała na mnie. 
- Elena, kochanie! To o tobie Tom tyle mi opowiadał! - powiedziała i złapała mnie w ramiona. Mówił o mnie? Tommy patrzył na mnie z rozbawieniem w oczach po czym złapał mnie za rękę i przyciągnął do swojego boku. Spojrzał znacząco na swoją ciotkę a ta podskoczyła jakby ją olśniło. Zmarszczyłam brwi nie wiedząc o co chodzi. 
- Oh tak! Idźcie na podwórze kochani, świeże powietrze bardzo korzystnie wpływa na stan płuc, szczególnie, że całymi dniami wdychacie spaliny a ja przygotuję tartę z malinami! - powiedziała wypychając nas tylnymi drzwiami ale jeszcze przed wyjściem zauważyłam jak puszcza Thomasowi oczko. Co jest grane? Spojrzałam na Thomasa, wyglądał jakby mentalnie strzelał sobie facepalma. 
- Ciotka nie jest urodzoną aktorką. - stwierdził po czym złapał moją dłoń i poprowadził do szopy stojącej za domem. Było tu pięknie. Zadbany ogródek pełen najróżniejszych warzyw i owoców, oczko wodne a nawet strach na wróble. No i wszędzie gdzie tylko nie spojrzeć rozciągały się pola. 
- To wszystko należy do Twojej cioci? - spytałam zaciekawiona. 
- Tak ale teraz czas na niespodziankę. - zmarszczyłam brwi po raz kolejny i spojrzałam na niego nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Staliśmy pod drewnianą, ładną, zadbaną szopą. Thomas wyciągnął rękę, w której trzymał czarną opaskę na oczy. 
- Zaufaj mi. - kiwnęłam głową i pozwoliłam pozbawić się możliwości widzenia. Chwyciłam kurczowo dłoń Thomasa, kiedy zrobiło się czarno. Słuchałam jego głosu, podążając za nim. Wszystkie moje zmysły nagle się wyostrzyły. Słyszałam każdy szelest, każdy szmer, każdy jego krok. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi po czym stanęłam na równym podłożu w jakimś pomieszczeniu. 
- Kucnij. - usłyszałam polecenie i z lekką wahaniem wykonałam je. 
- Nie bój się, kochanie. Zostań tu, nie ruszaj się. Zaraz wrócę. I nie podglądaj. Spodoba Ci się. - zaniepokojona poczułam jak ciepła dłoń chłopaka wyślizguje się z mojej i zostałam sama. Odetchnęłam głośno, bawiąc się palcami. Wciągnęłam powietrze próbując rozpoznać otoczenie za pomocą węchu. I udało się, zapach z dzieciństwa wdarł się w moje nozdrza przywołując wspomnienia. Znajdowałam się w stajni, na pewno są tu konie, czuję sino i zapach tych zwierząt. Do moich uszu dobiegł głos Thomasa, a chwilę później usłyszałam dźwięk pazurków odbijających się od kafelek. Były coraz bliżej i bliżej aż w końcu poczułam pod palcami miękkie futerko. Ściągnęłam powoli opaskę, jak gdyby bojąc się, że to tylko sen i zaraz się obudzę. Spojrzałam w dół, na stworzenie siedzące przede mną i zaniemówiłam. Złoty Golden Retriever wpatrywał się we mnie, wesoło merdając ogonkiem. Poczułam łzy napływające do moich oczu, których nie miałam zamiaru zatrzymywać. Podniosłam wzrok i zatrzymałam go na Thomasie. Uśmiechał się do mnie, cieszył się razem ze mną. Chwyciłam psa w objęcia chowając twarz w miękkiej sierści. Lucy zapiszczała smutno, jakby chciała powiedzieć, że też tęskniła. Płakałam ze szczęścia, pierwszy raz od czterech lat płakałam ze szczęścia. Spojrzałam na Thomasa, łzy rozmazały obraz ale nadal widziałam jego sylwetkę. Wstałam i zarzuciłam mu ręce na szyję wtulając się w niego tak mocno jakbym bała się, że zniknie. Bo się bałam. 
- Proszę uszczypnij mnie. Wybudź mnie z tego snu zanim całkiem w niego popadnę. Zanim sprawi, że gdy się obudzę będę jeszcze większym wrakiem człowieka niż byłam. - słuchał tego spokojnie, pozwalając bym wypłakała się w jego szyję. Słone kropelki spływały po jego obojczyku mocząc koszulkę. Oplótł ramionami moje kruche ciało i przytulił mnie mocno, składając je w jedną całość. Poczułam lekkie uszczypnięcie.
- Widzisz? Jestem tu nadal. I Lucy też. Zrozum, że zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa. Zrobię wszystko byś mnie nie nienawidziła. Zrobię wszystko by naprawić krzywdę, którą Ci wyrządziłem. 
- Dziękuję - szepnęłam. To było jedyne słowo a które było mnie stać w tamtym momencie. 
- Hej, nie płacz - szepnął wprost do mojego ucha. Wtulił nos w moje włosy i zaciągnął się ich zapachem. - To nie koniec niespodzianek kochanie. - powiedział a ja otarłam łzy i odsunęłam się. 
- Jesteś taka delikatna. Jak księżniczka. - chwycił moją dłoń i cmoknął jej zewnętrzną stronę po czym poprowadził mnie wgłąb stajni. Lucy zaszczekała wesoło i poszła za nami. Podeszliśmy do jednego boksu i zobaczyłam Horiato, pięknego gniadego konia, który niegdyś był mój. Wyciągnęłam lewą dłoń a prawą zasłoniłam sobie usta powstrzymując szloch. Koń zbliżył się i przycisnął łeb do mojej wyciągniętej dłoni. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Objęłam ramionami głowę rumaka a ten położył ją na moim ramieniu przytulając mnie. Byłam szczęśliwa. Szczęśliwa jak nigdy. Cały świat zaczął mi się odbudowywać na nowo. Miałam Tommy'ego, Lucy i moje konie. Wszystko to co zostało mi odebrane. 
- Z Arią się nie przywitasz? - spytał Tommy widząc moje szczęście. Odwróciłam się i zobaczyłam kasztanową klacz z białym wąskim paskiem biegnącym między oczami przez cały pysk. Fachowo nazywa się to wąską łysiną ale osobiście nie lubię tego określenia. Wpatrywałam się w konia, który parsknął głośno, domagając się uwagi. Podeszłam do niej i otuliłam ją ramionami jak uprzednio Horiato. 
- Co powiesz na przejażdżkę? - spytał a ja będąc w rozsypce psychicznej bardzo entuzjastycznie kiwnęłam głową. Obdarzył mnie tym swoim chłopięcym uśmiechem i poprowadził do domu. 
- Ciocia na pewno ma jakąś kurtkę dla Ciebie - powiedział. Kazał mi ubrać się ciepło, bo stwierdził, że jak mnie przewieje to będzie miał poczucie winy. Tak więc po tym jak upewnił się, że jestem ciepło ubrana, podsadził mnie i już chwilę potem siedziałam na grzbiecie Arii. Patrzałam jak z wielką gracją wdrapuje się na grzbiet Horiato. Wyjechaliśmy ze stajni na otwarte pole i stanęliśmy obok siebie. Widziałam, że Tommy nie za pewnie czuje się na koniu ale było pewne, że mi się do tego nie przyzna. Zaśmiałam się cicho pod nosem widząc jego lekki strach w oczach. 
- Rozluźnij się - poinstruowałam. Ta sytuacja była dla mnie bardzo zabawna. Patrzałam jak sztywno siedzi w siodle, w ogóle nie współpracował z ciałem Horiato. Zachichotałam pod nosem.
- Serio, rozluźnij się. Horiato nie wie jak ma jechać. Dopasuj się do niego. - i już chciałam pokazać mu jak się to robi kiedy usłyszałam.
- Elena proszę Cię nie jedź za szybko. nie chcę, żebyś spadła z dwumetrowego konia. - przewróciłam oczami. Dzisiaj odpuszczę sobie szybką jazdę. Pociągnęłam za uprząż ustawiając Arię równolegle do Horiato. Zauważyłam, że chłopak rozluźnił się trochę. Uśmiechnęłam się do siebie. Tak bardzo stara się i to tylko dla mnie. 
- Nie nienawidzę Cię. - szepnęłam. Konie zsynchronizowały się, szły spokojnie i powoli. Tommy odwrócił głowę w moją stronę. 
- Nigdy Cię nienawidziłam. - zapewniłam go. Tak na prawdę, zawsze go kochałam.



Horiato i Aria
Horiato i Elena

___________________________________________________________________________
Tak wyglądała Elena :)












A teraz tak, chyba powinnam się jakoś wytłumaczyć, a przynajmniej spróbować. Wiem, że nie pisałam przez dwa miesiące i baaardzo was za to przepraszam! :( W sierpniu miałam urodziny, później trzeba było ogarnąć szkołę i teraz mam mnóstwo nauki i jeszcze bierzmowanie :/ Mam nadzieję, że nie będziecie się gniewać i zostaniecie do końca opowiadania :) 
A co do rozdziału, pisałam go przez miesiąc, co chwila nie miałam weny albo czasu ale w końcu go skończyłam. Mam nadzieje, że się wam spodoba. 
Zauważyłyście pewnie pochyłą czcionkę, tam gdzie zaczyna się punkt widzenia Eleny, oznacza to sen :)
Natomiast pochyła czcionka pod koniec punktu widzenia Thomasa to cytat z filmu " Harry Potter i Więzień Azkabanu" Mam nadzieję, że wam nie pomieszałam ale naprawdę nie wiedziałam jak by to tu zapisać ;-;
Kolejną rzeczą jest taki mały przerywnik po śnie Eleny. Jest to wiersz Marii Pawlikowskiej- Jasnorzewskiej pt. "Miłość" Myślę, że spodoba Wam się taka forma :)
No to do następnego! 

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział 7

Dzisiaj będzie mój pierwszy dzień pracy na nowej posadzie. Jestem asystentką Tommy'ego, o mój dobry Boże. Mam nadzieję, że dobrze się spiszę, nie chcę nawalić. Chwyciłam marynarkę przewieszoną przez krzesło czując niesamowite podniecenie. Ostatni raz spojrzałam w lustro upewniając się, że wyglądam dobrze. Mogę śmiało przyznać, że wyglądałam niesamowicie. Czarna sukienka z prześwitującym materiałem na dekolcie odkrywała trochę ciała. Pociągnęłam za dół sukienki ciągnąc ją, kurcze jest trochę krótka. Włosy spięłam w kucyk tapirując je na czubku głowy chcąc w ten sposób dodać objętości. Uśmiechnęłam się do lustra nabierając pewności siebie. Wyszłam z domu i momentalnie zarumieniłam się rozpamiętując wczorajszy wieczór. O rany, te miękkie usta! Szłam energicznym krokiem, kilka razy przywitałam się z sąsiadami, kwiaciarką z rogu i starym Nicolasem, uroczym starszym panem, który zawsze z rana siedział na ławce w parku przez, który codziennie przechodziłam idąc do pracy. Nicolas siedział jak zwykle z kubkiem kawy z Villiersa a tuż przy jego nogach spał stary sznaucer, Ramzes. Mężczyzna miał na sobie beżowe, luźne spodnie i koszule w kratę a łysiejącą głowę, którą gdzieniegdzie pokrywały siwe włosy teraz przykrywał brązowy, stary kaszkiet. Posłałam mu ciepły uśmiech i zdecydowałam się przysiąść na chwilę i porozmawiać. Zawsze opowiadał stare historie ze swojej młodości, które były na prawdę ciekawe, a ja, która nie miałam okazji poznać mojego dziadka z chęcią ich słuchałam. Nicolas odpowiedział uśmiechem a zmarszczki wokół jego oczu pogłębiły się.
- Witaj Eleno - przywitał się grzecznie. Ramzes poderwał leniwie łeb i zamerdał ogonem również mnie witając.
- Dzień Dobry Nicolas, jak mija czas? - zagadnęłam wesoło.
- Oj kochana, powoli mija, powoli. Wiesz dziecko, jak się jest w moim wieku to niewiele się dzieje. Opowiadaj co nowego u Ciebie. Jak w pracy? - przekręcił się w moją stronę i wpatrywał się we mnie z czystym zaciekawieniem. Zaśmiałam się cicho, cieszę się, że go znam, jest na prawdę miłym człowiekiem. Oparłam łokieć o oparcie ławki usadawiając się wygodnie.
- W pracy całkiem znośnie. Właśnie dziś jest pierwszy dzień na nowej posadzie. - Jego brwi podniosły się wysoko..
- O? Nowa posada? No popatrz, mówiłem, że będziesz szła ku lepszemu. Dobrym ludziom los wynagradza. - powiedział a na jego twarzy malowało się szczere zaciekawienie kiedy tak czekał na ciąg dalszy mojej wypowiedzi.
- Ah zmienił mi się szef, i za odrobiną szczęścia dostałam pracę osobistej asystentki. - wyjaśniłam i machnęłam ręką jakby nic to dla mnie nie znaczyło. Było wręcz przeciwnie, w środku aż krzyczałam z podniecenia.
- Może wpadłaś mu w oko? - zarumieniłam się - z Twoim wdziękiem i urodą to nic trudnego. Jesteś młoda, mądra... czego chcieć więcej? Tak jak moja żona... Ale pamiętaj kochana, to serce liczy się najbardziej. Piękno złotego wnętrza powoduje, że ludzie się w sobie zakochują. Uroda przemija a czyste serce zostaje na zawsze. No, rozgadałem się troszkę - z jego płuc wydostał się niski, chrapliwy śmiech. - Leć do pracy bo się spóźnisz. Uważaj na siebie. Do zobaczenia Eleno! - pomachał mi gdy ja już wybiegałam z parku zmierzając w stronę wysokiego biurowca po drugiej stronie ulicy.

* * *
Pociągnęłam koniec sukienki w dół błagając w duchu by stała się dłuższa. Potrząsnęłam kartonem z mlekiem, spieniając je. Mam nadzieję, że będzie mu smakować. Chwyciłam ciepły kubek i wmaszerowałam do biura zbyt wielkiego by należało do jednej osoby. Jego wzrok podążał za mną. Siedział tam, tak bardzo onieśmielający, tak bardzo dominujący. Siedział oparty w fotelu, jego łokieć spoczywał na podłokietniku a palec wskazujący pocierał dolną wargę rozpraszając mnie. Postawiłam kawę na wielkim, owalnym. połyskującym, ciemnym blacie jego biurka i przez ciszę przedarło się ciche brzęknięcie kubka. Kiwnął głową pozwalając mi odejść do mojego gabinetu, który mieścił się obok. Nie zdążyłam jednak odejść daleko.
- Denerwujesz się? - w sumie to bardziej zabrzmiało jako stwierdzenie niż pytanie więc nie odezwałam się. Usłyszałam ciche, no nie wiem. westchnięcie? W każdym razie uśmiechnął się pod nosem z charakterystycznym dźwiękiem jakby go nie nazwać i wyprostował się w fotelu. 
- Odpowiedz. - rzucił ponaglającym tonem. Przełknęłam ślinę i ledwo zauważalnie kiwnęłam głową. 
- Dlaczego? - dlaczego?! Może dlatego, że cholernie mnie onieśmielasz. Albo dlatego, że nie wiem jak zachowywać się w Twoim towarzystwie. Czemu on jest taki spokojny? Znów uśmiechnął się pod nosem. 
- Dziękuję za kawę panno Mason. - wracamy do panny Mason? Kiwnęłam głową i odeszłam do swojego biura, które również było za duże. Ledwo usiadłam a już usłyszałam brzęczenie telefonu. Podniosłam słuchawkę.
- Sangster Incorporation, w czym mogę pomóc? - Tak, firma zmieniła nazwę.
- Kawa jest przepyszna panno Mason. - dzwoni do mnie z pomieszczenia obok? Zmarszczyłam brwi zaskoczona całą tą sytuacją. 
- Bardzo się cieszę panie Sangster. - usłyszałam jak się śmieje za drzwiami po czym usłyszałam ten śmiech w słuchawce. Oh, jaki piękny dźwięk. Przygryzłam wargę korzystając z okazji, że mnie nie widzi. 
- Weź marynarkę i chodź do mnie. - usłyszałam polecenie i usłyszałam dźwięk kończący połączenie. Wyszłam z biura i stanęłam przed jego biurkiem. Uśmiechnął się po czym podniósł się a mój wzrok ruszył do góry by nadążyć za jego oczami. Pochylił się do przodu a ja przełknęłam głośno ślinę czując ciepło bijące od jego postawnej, wyższej sylwetki. Obszedł powoli biurko i zatrzymał się przede mną. Oparł się o blat, jego ciepłe ręce trafiły na moją talię przysuwając mnie bliżej. Wciągnęłam powietrze czując ten oszałamiający zapach, charakterystyczny tylko i wyłącznie dla niego. Mieszanka dymu papierosowego i mocnych perfum wdarła się w moje nozdrza hipnotyzując mnie do końca. To dziwne, nigdy nie widziałam jak pali. 
- Ładnie dziś wyglądasz - szepnął ochrypłym głosem wprost do mojego ucha. Przymknęłam powieki gdy jego usta przejechały po delikatnej skórze. - i pięknie pachniesz. - powiedział wtulając twarz w moje włosy, a raczej próbując bo były związane. Mruknął w niezadowoleniu i chwycił za frotkę uwalniając delikatnie brązowe kosmyki.
- Tak lepiej. - zaciągnął się moim zapachem, o rany! 
- Cieszę się, że zostałaś moją prywatną asystentką - powiedział i pogładził nosem mój policzek cholernie mnie tym rozpraszając. Po chwili przeanalizowałam to co mówił. Szczególny nacisk położył na słowie "prywatną", cholera. - Ale chciałbym mieć z Tobą kontakt poza biurem co bardzo utrudnia mi Twój brak telefonu. - czy w jego głosie wyczuwam nutkę frustracji? Zmarszczyłam brwi nie wiedząc co zamierza mi zarzucić. 
- Kiedy dostanę pierwszą wypłatę, coś wykombinuję. -  powiedziałam cicho. Oparł czoło na moim i zaśmiał się cicho. Po chwili oderwał jedną dłoń od mojej talii i sięgnął na blat biurka, a gdy wyciągnął ją z powrotem przed siebie trzymał w niej dość małe pudełeczko. Przekręciłam głowę przyglądając się opakowaniu od nowiuteńkiego IPhone'a 6. Wcisnął mi go w dłonie i patrzał na moją reakcję. O nie. Na pewno go nie przyjmę. Odepchnęłam pudełko przyciskając je do jego torsu. Westchnął zażenowany i wywrócił oczami.
- Czemu choć raz nie przystaniesz bez żadnych sprzeciwów na to co robię? - rzucił poirytowany a ja oblałam się rumieńcem. Jest dla mnie taki dobry a ja zawsze robię mu na przekór. Ale to zbyt kosztowny prezent.
- Jest za drogi. - trzymałam się swojego.
- O pieniądze się nie martw. Mój budżet osobisty nie ucierpiał, jeśli o to Ci chodzi. Po prostu go przyjmij.   - powiedział nie znoszącym sprzeciwu tonem. Przygryzłam wargę rozważając to co powiedział. W sumie potrzebny mi telefon...
- Dobrze, przyjmę go ale obiecaj, że będzie to ostatni prezent jaki kiedykolwiek od Ciebie dostaję. - powiedziałam stanowczo. Oczekiwałam jakiegoś przytaknięcia, cokolwiek. Uśmiechnął się chłopięco po czym splótł nasze palce i poprowadził do wyjścia.

* * *
- Żartujesz! Na prawdę jesteśmy w wesołym miasteczku? - spojrzałam na pięknego chłopaka za kierownicą, który uśmiechnął się do mnie chłopięco. Cieszyłam się jak dziecko, zawsze chciałam pojechać do wesołego miasteczka, no ale wiadomo, jak ledwo wiązałam koniec z końcem nie mogłam sobie na to pozwolić a nie chciałam by Jess płaciła za mnie. Spojrzałam na bramki do których prowadził wężyk ludzi...ubranych zupełnie inaczej niż ja. Cholera.
- Nie uważasz, że będziemy wyglądać...hm...dziwnie? - spytałam nieśmiało.
- O to też zadbałem. Z tyłu mam ubrania. Mam nadzieję, że spodoba Ci się to co wybrałem. - uśmiechnął się kiwając głową w kierunku tylnych siedzeń. Kupił mi ubrania? Och nie, oddam mu pieniądze przy wypłacie. Sięgnął ręką do tyłu i chwycił papierową torbę. Podał mi ją a sam wyciągnął drugą. Oh, on też się przebiera. Zanurzyłam dłoń w torbie i poczułam miękki materiał pod palcami. Chwyciłam go i pociągnęłam ku górze a moim oczom ukazał się śliczny biały sweter, zanurkowałam dłonią raz jeszcze i tym razem wyjęłam dżinsowe, postrzępione szorty, przepasane brązowym paskiem.  Do tego wszystkiego w torbie znalazłam czarne, krótkie conversy. Och, ale się wypłacę. 
- Przebieraj się. - powiedział Tommy i wbił we mnie palący wzrok. Spłonęłam szkarłatnym rumieńcem i wybałuszyłam oczy. Thomas właśnie rozpinał guziki swojej idealnie białej koszuli kiedy dostrzegł moje zdenerwowanie. Puścił zawadiacko oko i uśmiechnął się. 
- Pomóc Ci? - otrząsnęłam się i jak oparzona odwróciłam się do niego tyłem. Zaśmiał się cicho pobudzając tym samym motyle w moim brzuchu. Przeciągnęłam sukienkę przez głowę i zostałam w samej bieliźnie. Czułam jak jego wzrok wypala dziury w moich plecach. Bez zbędnych ceregieli wcisnęłam się w obcisłe szorty i założyłam sweter po czym wyszłam z samochodu zbyt zafascynowana miejscem by czuć krępację. Otworzyłam usta chłonąc wzrokiem to piękne miejsce tętniące życiem. Podeszliśmy bliżej bramek, Tommy kupił bilety i weszliśmy do środka. Miejsce aż raziło kolorami, szczerze nie wiedziałam co zrobić najpierw. 
- Może waty cukrowej? - zapytał Tommy wskazując na stoisko z różowym szyldem i tym samym rozwiązując mój dylemat. Kiwnęłam zachłannie głową nie mogąc otrząsnąć się z ogarniającej mnie euforii. Już po chwili chłopak wcisnął mi w dłoń rożek z wielką kulą różowego puchu. Oderwałam kawałek palcami i wcisnęłam smakołyk do ust rozkoszując się rozpływającym cukrem. Rozglądałam się dookoła pragnąc dostrzec więcej świecidełek, kolorowych szyldów, stoisk z grami i ludźmi bawiącymi się jak nigdy w życiu. 
- Wezmę Cię na barana. Będziesz lepiej widzieć. - powiedział Tommy a ja zadziwiając samą siebie bezzwłocznie się zgodziłam kiwając ochoczo głową. Chłopak podniósł mnie jakbym w ogóle nic nie ważyła i podał mi do góry moją watę. Oderwałam kawałek i pochyliłam się do przodu by wcisnąć ją między jego wargi. Zassał mojego palca a ja zachichotałam cicho w odpowiedzi. Jest na prawdę uroczy. Szliśmy przez tłum spoconych ludzi, wiedziałam, że Tommy stara się bym zobaczyła jak najwięcej. Na pewnym stoisku dostrzegłam wielkiego pluszowego wilka, przykułam do niego wzrok chcąc go mieć tu i teraz, jest taki piękny. Poczułam jak chłopak chwyta mnie za uda i zniża się bym mogła zejść. Wydęłam wargi w niezadowoleniu  a on zaśmiał się. 
- Cieszę się, że w końcu się do mnie przekonałaś. - chwycił moją rękę i poprowadził mnie do stoiska z wilkiem, ojej! Puścił mnie przodem trzymając swoją dłoń tuż nad zaokrągleniem mojej pupy. 
- Twój tyłek wygląda nieziemsko w tych szortach - szepnął a ja momentalnie się zarumieniłam. 
- Ile trzeba trafić, żeby wygrać wilka? - spytał Thomas wskazując na pluszową zabawkę. Wziął trzy piłeczki i skupił się na piramidzie z kubeczków, żeby wygrać wilka trzeba było zbić wszystkie. Skrzyżowałam palce modląc się w duchu, żeby udało mu się zbić wszystkie, i ku mojemu zdziwieniu po trzech minutach zbił wszystkie kubeczki. Podskoczyłam ze szczęścia jak małe dziecko. On też się dobrze bawił, spojrzał na mnie wyraźnie usatysfakcjonowany swoim wyczynem. 
- Myślałaś, że mi się nie uda? 
- Jakże mogłabym wątpić? - podniosłam brew i przygryzłam wargę. Małe iskierki zatańczyły w jego oczach, kiedy nagle wielki, pluszowy wilk przerwał nam kontakt wzrokowy wdzierając się między nas. Przytuliłam się do pluszaka rozkoszując się miękkim futerkiem. Thomas chwycił moją dłoń kiedy ja z trudem obejmowałam maskotkę jedną ręką. Usiedliśmy na ławce niedaleko wyjścia kiedy ziewnęłam przeciągle. 
- Zmęczona? - spytał a ja przytaknęłam. Położyłam zabawkę obok mnie i potarłam ręce próbując się ogrzać. Chwilę później poczułam jego duże, ciepłe dłonie na moich a po plecach przeszedł przyjemny dreszcz. 
- Jesteś lodowata. - zmarszczył brwi i zdjął swoją kurtkę zarzucając ją na moje zmarznięte ramiona dodatkowo pocierając jedno z nich miarowo w górę i w dół. Chwycił ponownie moje dłonie i przystawił je sobie do ust ogrzewając je ciepłym powietrzem. Jest taki opiekuńczy. Usłyszałam dzwonek telefonu. oczywiście coś musiało zepsuć tą chwilę. 
- Przepraszam na chwilę. - powiedział i odszedł zostawiając mnie samą na ławce. Obserwowałam jak marszczy brwi w skupieniu i rozmawia, żywo gestykulując dłońmi. 
- Wolne? - usłyszałam męski głos z prawej strony. 
- Właściwie nie. - odpowiedziałam uprzejmie.
- Uh, nie udało mi się. Nawet nie dasz się przysiąść. - nieznajomy uśmiechnął się drapiąc się w tył głowy w geście zakłopotania.- Jestem Dave. - przedstawił się. 
- Elena. - odpowiedziałam  grzecznie ale dając do zrozumienia, że nie chcę z nikim rozmawiać. Moje oczy wciąż skanowały sylwetkę Thomasa.
- Jesteś tu z kimś? - oh, cóż za natręt. 
- Mhm. - mruknęłam mając nadzieję zakończyć konwersację. 
- To dobrze, bo taka ładna dziewczyna nie powinna pałętać się sama wieczorem. - powiedział i zaśmiał się znów. Przeniosłam na niego swoją uwagę. Westchnęłam ciężko i już miałam zamiar coś powiedzieć kiedy usłyszałam zbliżający się głos.
- Dzięki Niall, cześć - Thomas wraca. Podszedł powolnym ale pewnym krokiem. Zmierzył Dave'a groźnym wzrokiem a ja z trudem próbowałam powstrzymać śmiech widząc jak ten się wycofuje. Straciłam go z oczu i podniosłam wzrok na Thomasa. 
- Czy nie mogę zostawić Cię nawet na chwilę, tak, żebyś nie przyciągała mężczyzn? - Czyżby pan dominujący jest zazdrosny? Wzruszyłam niewinnie ramionami po czym chwyciłam pluszaka i podniosłam się z ławki. Thomas oplótł mnie ramieniem dostarczając mi potrzebne ciepło. Wsiedliśmy do ciepłego samochodu i już po chwili, odlatywałam w głęboki sen otulona hipnotyzującym zapachem Thomasa Sangstera. 

_________________________________________________________________________________
A więc wróciłam! Mam nadzieję, że rozdział się podobał bo dość długo nad nim siedziałam a już sobie obiecałam, że dzisiaj Wam go wstawię :) 
Jak Wam mijają wakacje? 
Tutaj macie zobrazowane stroje Eleny :)



A teraz zwracam się do Was z kilkoma pytaniami/ informacjami:)
1. Nie wiem czy zauważyliście zakładkę "INFORMOWANI", zapraszam do zapisywania się na listę :)
2. Bardzo ale to bardzo dziękuję wszystkim tym, którzy są ze mną na bieżąco i zwracam się do tych, którzy czytają ale nie widzę ich aktywności poza wyświetleniami, proszę Was komentujcie bo to na prawdę daje mi tzw. kopa a ja potrzebuję motywacji, żeby pisać ;)
3. Czy chcielibyście, żebym utworzyła zakładkę " MIEJSCA", w której wstawiłabym zdjęcia odzwierciedlające mniej więcej to jak wyobrażam sobie opisywane miejsca, bądź zdjęcia, na których się wzorowałam opisując niektóre lokalizacje?
4. Czy chcielibyście, żebym założyła Twittery albo Aski głównych bohaterów? 
5. Czy chcielibyście, żebym na końcu rozdziału (tak jak w dzisiejszym) wstawiała zdjęcia pokazujące stroje bohaterów? 
6. Zapraszam także do odwiedzania innych moich blogów bo przewiduję w najbliższym czasie drugi rozdział fanfiction z Niall'em Horan'em [KLIK], oraz kolejny rozdział Aniołów [KLIK]
7. Czy może ktoś polecić jakąś dobrą szabloniarkę, która zrobiłaby szablon na bloga z fanfickiem o Niall'u? :) Tak opierając się na własnym doświadczeniu.

JESZCZE RAZ DZIĘKUJĘ SERDECZNIE TYM WSZYSTKIM CO CZYTAJĄ I KOMENTUJĄ, TO BARDZO DUŻO DLA MNIE ZNACZY I MAM NADZIEJĘ, ŻE ZOSTANIECIE DO KOŃCA!:)

Także to by było na tyle, do następnego kochani! 

niedziela, 19 lipca 2015

OGŁOSZENIA PARAFIALNE

W związku z tym, że są wakacje i wyjeżdżam nie będę miała możliwości napisania kolejnego rozdziału w najbliższym czasie. Postaram się jednak nie sądzę, że mi się uda. Żebyście nie musiały wchodzić i sprawdzać, czy dodałam już nowy rozdział możecie podać w komentarzu jakąś formę kontaktu ( twitter, e-mail, snapchat...) i tam was poinformuję :) No to chyba tyle, do zobaczenia i udanych wakacji! :) 



(musiałam, wybaczcie XD)

środa, 15 lipca 2015

Rozdział 6

Drażniący dźwięk dobiegł do moich uszu wybudzając mnie z błogiego snu. Co do cholery?! Podniosłam raptownie głowę, próbując namacać dłonią źródło irytującego brzęczenia. Moje opuszki dotknęły zimnego urządzenia i z impetem rzuciłam nim za siebie. Gdy usłyszałam trzask oznajmiający spotkanie mojej komórki z podłogą zerwałam się na równe nogi i podniosłam ją z ziemi. Był to przestarzały model ale na razie nie stać mnie na nic lepszego. Super, wyświetlacz pękł. Nacisnęłam przycisk menu by sprawdzić czy mechanizm działa jak należy. Wyświetlacz nadal pozostawał ciemny co oznaczało, że telefon wyzionął ducha. Genialnie. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. 9:00, kurwa. Godzinę temu powinnam być w pracy, czemu ten złom zabrzęczał dopiero teraz? Rzuciłam się w stronę szafy wygrzebując czarną obcisłą sukienkę. Pospiesznie wzięłam prysznic i nałożyłam lekki makijaż, że też muszę pracować w biurze. Wpadłam do pokoju jak poparzona, po czym przerzuciłam szafkę z butami do góry nogami, w poszukiwaniu czarnych szpilek. Dobra, później się posprząta, machnęłam ręką na zabałaganiony pokój i wybiegłam z domu wkładając jeszcze po drodze pasujące kolczyki. Kilka razy przebiegłam na czerwonym, w związku z czym spotkałam się z głośnym trąbieniem samochodów. Ludzie trzymacie tyłki w ciepłych samochodach a ja biegnę do pracy na złamanie karku, litości trochę. Wbiegłam do budynku spodziewając się Mary siedzącej w recepcji ale jej nie było, na jej miejscu siedziała młoda rudowłosa kobieta w czarnej, idealnie skrojonej marynarce. Zmarszczyłam brwi zmieszana, widząc jakie zmiany tutaj zaszły. Nie było tu już ciepło i przytulnie. Sterylne biele i ponure szarości może i wyglądały elegancko ale zdecydowanie nie czułam się tu komfortowo. Weszłam do windy. Kolejne zmiany, gdzie się podziała ta pogodna muzyczka, która towarzyszyła gościom odwiedzającym naszą firmę? Drzwi rozsunęły się a ja wydostałam się z metalowej puszki. Moje zdziwienie przybrało ostateczny poziom gdy zobaczyłam, że tam gdzie zwykle siedziałam ja, siedzi kolejna ruda kobieta. Zatrzymałam się, moje stopy zdawały przykleić się do podłoża a głos utknął gdzieś w moim wnętrzu i nie chciał wyjść. O co tu biega? Kobieta odwróciła się w moją stronę, kiedy zauważyła, że stukanie towarzyszące stykaniu się mojego obcasa z podłogą ucichło. Lisica wstała i z uśmiechem podeszła w moją stronę. Zmierzyłam ją wzrokiem, czułam się niezwykle niezgrabna przy jej wąskiej talii i długich smukłych nogach. Zabiłabym by mieć jej figurę. Kobieta była wiele wyższa ode mnie co spowodowało moją jeszcze większą nieśmiałość. El, odezwij się! Splotła przed sobą ręce patrząc na mnie nieco z góry. Moją uwagę przykuła jej fryzura. Jej kucyk był tak mocno spięty, że głowa bolała mnie na samą myśl. Wszystko dopięte na ostatni guzik, no jakżeby inaczej.
- Panna Mason? - spytała i błysnęła białymi zębami. W jej zielonych oczach ujrzałam rozbawienie. Co ją do cholery bawi? Zmierzyła mnie wzrokiem a wredny uśmiech nie opuszczał jej twarzy nawet na chwilę. Uważa się za lepszą? Kiwnęłam głową w odpowiedzi na jej pytanie.
- Proszę usiąść, poinformuję Pana Sangstera, że Pani dotarła. - wskazała na rząd krzeseł stojących pod ścianą. Znów ten fałszywy uśmiech. Podeszła z wdziękiem do dużych mahoniowych drzwi - chyba jedynej ciemnej rzeczy w tym walonym biurze - i zapukała.
- Proszę! - usłyszałam ostry głos Thomasa i wyobraziłam sobie jak poirytowanie błyszczy w jego czekoladowych tęczówkach. Ruda wślizgnęła głowę do jego gabinetu i zawiadomiła, że jestem na zewnątrz po czym zamknęła drzwi i jej wzrok znów spoczął na mnie.
- Pan Sangster zaraz panią przyjmie, zechciałaby się pani nieco odświeżyć? - spytała siląc się na uprzejmy ton. Pokręciłam głową, Boże niech ona sobie pójdzie. Skinęła głową i jakby czytała w moich myślach wycofała się do swojego - właściwie mojego - miejsca. Czekałam tupiąc nerwowo nogą i skubiąc paznokcie. Po krótkiej chwili ciężka powłoka uchyliła się i ujrzałam Thomasa. Uśmiechnął się szeroko na mój widok. Przesunął się robiąc mi przejście i wskazał ręką na wnętrze gabinetu zapraszając mnie. Jeszcze raz rzuciłam spojrzenie na rudą kobietę po czym weszłam do  pomieszczenia a drzwi zatrzasnęły się.
- Cieszę się, że Cię widzę. - zaczął - od piętnastu minut próbuję się do Ciebie dodzwonić. - zmarszczył brwi. Oparł się o swoje biurko i wlepił we mnie ten swój przeszywający wzrok.
- Nie mam telefonu - przyznałam. Chłopak zmarszczył brwi i już otwierał usta, żeby coś powiedzieć ale przerwałam mu.
- Co tu się dzieje? - pokręciłam głową i spojrzałam na niego oczekując wyjaśnień.
- O czym mówisz? - był oazą spokoju. Jak on to robi do cholery? Na pewno widzi, że jestem zdenerwowana. Ignorant.
- O czym mówię?! - wybuchłam. Muszę nauczyć się trzymać emocje na wodzy. Chłopak wydawał się niewzruszony całą tą sytuacją. Jego palec wskazujący poruszał się po dolnej wardze, czekał na rozwój sytuacji.
- Co się tutaj dzieje? Gdzie jest Mary, gdzie są wszyscy pracownicy? I co tu robią te rude lale? - założyłam ręce na piersiach czekając na odpowiedź. Dłonie chłopaka mocniej zacisnęły się na krawędzi blatu. Thomas obdarzył mnie chłodnym spojrzeniem po czym odepchnął się od biurka i w mgnieniu oka znalazł się centymetry ode mnie. Moja pewność siebie momentalnie uleciała, ręce opadły mi wzdłuż tułowia a ciało instynktownie cofnęło się do tyłu. Pochylił się nade mną a ja wstrzymałam oddech.
- Nie tym tonem. - powiedział a jego głos był niższy niż zazwyczaj. Dreszcze przebiegły wzdłuż mojego kręgosłupa ale dzielnie mierzyłam się z jego spojrzeniem. Thomas podszedł jeszcze bliżej, górował nade mną wzrostem, jego sylwetka była jeszcze bardziej przytłaczająca. Nie dam rady. Odwróciłam się i szybkim krokiem ruszyłam w stronę drzwi, ale nie byłabym sobą gdybym kilka razy nie potknęła się o własne nogi. Chłopak stał w miejscu nie ruszając się nawet o centymetr, byłam wdzięczna w pewnym sensie. Już chciałam nacisnąć klamkę kiedy usłyszałam ciche kliknięcie. Westchnęłam cicho nie mogąc uwierzyć w całą tą sytuację. Odwróciłam się powoli, wzrokiem szukając sylwetki chłopaka. Jego ciało znów było oparte o biurko, a w jego dłoni zauważyłam małe urządzenie. Thomas uśmiechał się triumfalnie obracając między palcami pilocik. Przymrużyłam oczy posyłając mu mordercze spojrzenie, zdawał się tego nie zauważyć.
- Podejdź do mnie. - znów wydaje polecenia, ugh. Podeszłam do niego z grymasem na twarzy. Im dłużej będę mu się stawiać tym dłużej będzie mnie tu trzymał.
- Przydałoby się zrobić coś z tymi Twoimi niewyparzonymi ustami. - szepnął a jego oczy zatrzymały się na moich wargach. Zarumieniłam się i spuściłam głowę mając nadzieję, że włosy zakryją mi zaczerwienione policzki. Jest taki...bezpośredni. Thomas pociągnął mnie za podbródek zmuszając bym na niego spojrzała.
- Jesteś taka nieposłuszna. - zmarszczył brwi i przekręcił głowę w prawą stronę jakby chciał przyjrzeć się mi pod innym kontem.
- Zawsze byłam. - szepnęłam ledwo słyszalnie a jego oczy pociemniały.
- Racja. - dziwny błysk przemknął przez jego tęczówki. Poczułam ssanie w żołądku i skrzywiłam się. Zapomniałam, że nie jadłam śniadania. Zaraz potem usłyszałam głośne burknięcie. Thomas zmarszczył brwi i rzucił mi pytające spojrzenie.
- Jadłaś coś dzisiaj? - spytał z nutką troski w głosie. Pokręciłam przecząco głową i złapałam się za brzuch czując kolejne, nieprzyjemne ssanie. Thomas chwycił mnie za ramię i poprowadził w stronę wyjścia. Wychodzimy? Usłyszałam ciche kliknięcie oznajmiające cofnięcie blokady i już chwilę potem byliśmy na korytarzu. Zielone oczy dopadły nas momentalnie i zeskanowały z zaciekawieniem.
- Kayla, ja i panna Mason wychodzimy. Nie chcę słyszeć żadnego telefonu dopóki nie wrócę. Jasne? - powiedział formalnym, chłodnym głosem i nie czekając na jej odpowiedź złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wind. Spojrzałam przez ramię, Ruda stała tam i przyglądała się nam a w jej oczach płonęła zazdrość. A masz, kretynko!
- Panie przodem. - powiedział chłopak puszczając moją rękę. Wskazał na wnętrze metalowej puszki, pokazując bym weszła. Drzwi do windy zatrzasnęły się za nami. Staliśmy tylko we dwoje w małej, zamkniętej przestrzeni. Spojrzałam na Thomasa, uśmiechnął się pod nosem gdy zorientował się, że się na niego gapię. O kurczę. Spuściłam głowę zawstydzona. Thomas złapał moją dłoń i ścisnął ją lekko. Próbował dodać mi poczucia odwagi?
- Ah te windy. - powiedział a rozbawienie błysnęło w jego tęczówkach. Kąciki jego ust drżały. usilnie próbował powstrzymać uśmiech. No dalej, pozwól zobaczyć mi ten piękny uśmiech. Usłyszałam ciche piknięcie oznajmiające zatrzymanie windy. Westchnęłam cicho i nerwowo przygryzłam wargę. Właściwie gdzie idziemy? Wyszliśmy w ciszy przed budynek, ręka Thomasa znów chwyciła moją, ciągnąc mnie za sobą. Otworzył drzwi samochodu i pomógł mi wsiąść, ah przeklinam tę moją niezdarność. Gdyby nie ta jego pomocna dłoń wylądowałabym na chodniku, a tak tylko bardzo, powtórzę, bardzo niezgrabnie ale wsiadłam do środka. Uśmiechnęłam się nieśmiało. Thomas obiegł samochód i wsiadł na miejsce kierowcy. Poczułam ulgę jak włączył radio, nie będę musiała się odzywać. Usłyszałam dźwięk trąbki i od razu rozpoznałam melodię, lubię tą piosenkę! Zaczęłam kołysać się na boki w rytm muzyki, zamknęłam oczy by skoncentrować się bardziej. Kiedy w końcu uchyliłam powieki Thomas wpatrywał się we mnie z wyraźnym rozbawieniem. Jego tęczówki wwiercały się w moje nie ustępując. Momentalnie zawstydziłam się a moje policzki zalał róż. Och, czemu on mnie onieśmiela?
- Onieśmielam Cię? - czy on czyta mi w myślach? Tak, cholernie mnie onieśmielasz. Uśmiechnął się, widocznie moja cisza była dla niego wystarczającą odpowiedzią. Piosenka zbliżała się do refrenu, mojej ulubionej części utworu. Thomas wlepił wzrok w drogę, och dzięki Bogu. Teraz mogłam obserwować go do woli. Rękawy marynarki były podciągnięte ukazując jakiś drogi zegarek. Przeskanowałam go wzrokiem od góry do dołu chłonąc widok. Jest taki przystojny. Elena, przestań!
- Do you need me? Do you think I'm pretty? Do I make you feel like cheating? - jego piękny głos rozbrzmiał w całym samochodzie. Zarumieniłam się kiedy sens tej kwestii przetworzył się w moim mózgu. To tylko słowa piosenki Elena. Chłopak zauważył moje zaczerwienione policzki i puścił mi oko, co sprawiło, że ich kolor jeszcze bardziej się pogłębił.
- Słodka jesteś, kiedy się rumienisz - wyszeptał i jestem pewna, że zrobił to specjalnie bo kolejna fala gorąca przelała się przez moją twarz. Zaśmiał się cicho a moje serce podskoczyło, kiedy zauważyłam jak błysnął białymi zębami. Boże, ten jego pełny, chłopięcy uśmiech. Zapiera dech w piersiach, niepodważalnie. Podjechaliśmy pod jakąś knajpę. Wyjrzałam przez okno zapoznając się z okolicą. Była piękna, tam gdzie Thomas mnie zabiera zawsze jest pięknie. Wysiadłam z samochodu a moje ciało omiotło zimne powietrze. Wzdrygnęłam się kiedy ciarki przebiegły wzdłuż mojego kręgosłupa. Czemu do cholery nie pomyślałam o marynarce? Byłam kompletnie zaskoczona kiedy poczułam ciepły materiał opadający na moje ramiona. Do moich nozdrzy doszedł cudowny zapach, który znałam już od kilku dni. Zapach papierosów i perfum, pociągający jak jasna cholera. Przyjęłam okrycie bez sprzeciwień, na co Thomas uśmiechnął się zwycięsko. Przewróciłam oczami.
- Nie przewracaj na mnie oczami. - powiedział nie znoszącym sprzeciwu tonem. Zmarszczyłam brwi ale postanowiłam się nie odgryzać. Weszliśmy do lokalu. Och jak ciepło. Pod koniec października coraz częściej powiewa chłodem. Mój wzrok namierzył kominek i dziecięca radość rozlała się w moim wnętrzu pobudzając mnie do życia. Rozsiadłam się wygodnie w fotelu rozkoszując się ciepłem bijącym od roztańczonych ognistych płomieni. Thomas znów przeszywał mnie wzrokiem, jednak tym razem nie mogłam wyczytać z nich żadnych emocji.
- Dzień Dobry, panie Sangster. - powiedziała kelnerka,  i och jaka niespodzianka kolejna rudowłosa. Tak swoją drogą, serio, tu też go znają? Thomas skinął głową, widać było, że jej się podoba. Poczułam ukłucie zazdrości gdy wlepiała w niego te swoje zielone ślepia, ugh idź już. Jednak poczułam ulgę gdy zauważyłam, że jego cała uwaga skupiona jest na mnie. Ha! Kobieta położyła menu na stoliku i odeszła od stołu kręcąc tyłkiem. Wywróciłam oczami, żałosne. Otworzyłam kartę i przeleciałam wzrokiem po wyborze dań. Widząc ceny wybałuszyłam oczy i z trudem powstrzymywałam się przed otwarciem ust. Od razu straciłam apetyt, oh nie stać mnie nawet na deser. Odłożyłam kartę dań na stolik. Thomas podniósł wzrok znad swojej i podniósł brew.
- Wybrałaś już coś?- spytał. Wpatrywał się we mnie jak zazwyczaj zachowując kamienną twarz. Pokręciłam przecząco głową i uśmiechnęłam się lekko zasłaniając brzuch rękoma, och błagam wytrzymaj jeszcze trochę bez jedzenia.
- Nie jestem głodna. - odpowiedziałam cicho. Thomas opuścił z trzaskiem kartę a jego szczęka się napięła. Jest zły? Wyluzuj...
- Daję Ci pięć minut na wybranie sobie jakiejś pozycji z menu. - powiedział nie znoszącym sprzeciwu tonem. Nie stać mnie na żadne z dań. Nic nie kupię i będzie musiał to przyjąć do wiadomości. Westchnął głośno widząc, że nie zamierzam wykonać jego polecenia. Przywołał kelnerkę gestem ręki a ta w mgnieniu oka zmaterializowała się przy stoliku. Szybka jest.
- Poproszę bliny z łososiem, awokado i kremem z wasabi - powiedział a formalność przeszywała jego głos. Cholera, niech przestanie. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Ja dziękuję. - powiedziałam cicho i uśmiechnęłam się próbując przekonać samą siebie, że nie jestem głodna. Oczy kelnerki błysnęły rozbawieniem, och.... Szczęka Thomasa napięła się uwydatniając kości policzkowe, znowu się denerwuje. Nabrał powoli powietrza a później również niespiesznie je wypuścił.
- Dwa razy. - kelnerka zapisała na kartce zamówienie i odeszła od stolika zostawiając nas samych. Cholera, nie mam pieniędzy!
- Mówiłam, że dziękuję... - powiedziałam nerwowo. Thomas pochylił się nad stołem z wielką gracją a ja wciągnęłam szybko powietrze zatrzymując je w płucach.
- Znowu mi się sprzeciwiasz. Jesteś strasznie uparta. - Usiadł i rozsiadł się wygodnie w fotelu. Jego łokieć leżał na podłokietniku a palec wskazujący masował jego dolną wargę.
- Nie mam pieniędzy. Nie stać mnie na to co zamówiłeś. - przyznałam nieśmiało czerwieniąc się. Przekręcił głowę przyglądając mi się z zaciekawieniem, irytacją? Nie wiem. Och... przykro mi, że nie jestem tak bogata jak ty.
- Myślałaś, że pozwolę Ci zapłacić? - zmarszczył brwi, był widocznie zdziwiony. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem i uniosłam brew.
- Naprawdę masz o mnie tak złe zdanie? - spytał i zrobił minę jakby brak mojej odpowiedzi sprawiał mu fizyczny ból. Nie wiedziałam co miałam odpowiedzieć. Pokręciłam przecząco głową bardzo powoli. Zdawało się, że jego ciało rozluźniło się,i dopiero teraz można było zauważyć jak spięty był. Skubałam nerwowo swoje paznokcie, zapanowała niezręczna cisza. Moje myśli szybowały gdzieś daleko, aż w końcu zatrzymały się na pracy. Odtwarzałam wydarzenia z biura, te wszystkie rude kobiety, brak moich znajomych, te zmiany. Zmarszczyłam brwi zagłębiając się w swoich rozmyśleniach.
- Coś Cię męczy. O czym tak gorączkowo rozmyślasz? - spytał Thomas a ja wzdrygnęłam się lekko, przywołana do rzeczywistości.
- O n..niczym - zająkałam się, cholera. Thomas był widocznie usatysfakcjonowany tym jak jego obecność na mnie działała.
- Elena, onieśmielam Cię? - Co za głupie pytanie. Jasne, że tak. Ta jego dominacyjna aura była niemal przytłaczająca. Znów pokręciłam głową przecząc własnym myślom.
- Co się stało w pracy? - zapytałam odważnie. Thomas poprawił się na fotelu, rozsiadając się jeszcze wygodniej. Nasza rozmowa skręcała na biznesowy tor, co było jednoznaczne z tym, że jest w swoim żywiole. W jego oczach dostrzegłam dziwny błysk... podekscytowania?
- Co ma pani na myśli, panno Mason? - Och, czemu tak formalnie. Znamy się od tylu lat a on wyjeżdża mi z panną Mason, błagam.
- Mam na myśli te zmiany, rudowłose kobiety, brak moich starych znajomych... - powiedziałam kiwając głową przy każdej wymienianej rzeczy. Thomas uśmiechnął się delikatnie ale uśmiech ten nie dotknął jego tęczówek.
- Masz coś do rudych dziewczyn? - spytałam podejrzliwie gdy nie odpowiedział. Zmarszczyłam brwi przyglądając mu się uważnie. Pokręcił głową uśmiechając się, lecz nie był to jeden z tych uśmiechów, które przyprawiały mnie o zawrót głowy. Kelnerka przyniosła nasze dania, pachniało pysznie. Mój brzuch zaburczał przeraźliwie. Och a jakie pyszne!
- Nie, Elena, nie mam nic do rudych kobiet. A co do firmy, wprowadziłem parę zmian - wzruszył ramionami.
- Zwolniłeś wszystkich dotychczasowych pracowników? - zadałam pytanie, które najbardziej mnie trapiło. Jeśli tak, to znaczy, że straciłam pracę.
- Nie. - odpowiedział i odkaszlnął. Och, jaka ulga. Moje ciało wyraźnie się odprężyło po usłyszeniu tego co chciałam usłyszeć i głośno wypuściłam z siebie powietrze.
- Przeniosłem ich. - wyjaśnił. To znaczy, że mnie też? - Ale dla Ciebie mam inna ofertę. - on serio czyta mi w myślach. - Chciałbym, żebyś została moją osobistą asystentką. - Co?! Nie!
- Co? - konsternacja, tylko to można było wyczytać z mojej twarzy.
- Zaczynasz od jutra. - Och, skąd ma pewność, że się zgodzę? Pewnie zdaje sobie sprawę, że nie mam wyjścia... Otworzyłam usta by mu się sprzeciwić ale spiorunował mnie wzrokiem. Taka moja natura, co chwila się stawiam. Moja niezależność cierpi. Gościu totalnie mnie zdominował. Jego telefon zadzwonił a on nie odrywając ode mnie wzroku przycisnął go do ucha.
- Halo! - powiedział z irytacją w głosie a ja aż podskoczyłam na fotelu słysząc jego chłodny ton. Tak traktuje swoich pracowników i chce bym była jego asystentką? Przełknęłam głośno ślinę, na samą myśl o tym strach wypełnia moje ciało. Po krótkiej chwili rozłączył się i zamknął oczy próbując się uspokoić. Och, nie lubię go wkurzonego. Spuściłam wzrok nie chcąc doświadczać jego chłodnego spojrzenia.
- Idziemy. Odwiozę Cię do domu. - podniósł się raptownie i rzucił na stół pieniądze. Zdecydowanie więcej niż wynosił rachunek. Byłam zdziwiona nagłym zwrotem akcji. Wstałam niepewnie i od razu poczułam jego dłoń w swojej.
- No chodź. - poganiał mnie ciągnąc w stronę samochodu. No idę, idę. Podróż przebiegła w kompletnej ciszy, nie licząc kilku westchnień z mojej strony. Kilka razy spłonęłam rumieńcem kiedy Thomas przyłapał mnie na gapieniu się, ale co poradzę na to, że jest tak przystojny. Zaparkował samochód pod moim blokiem i wysiadł z samochodu bez słowa. Nawet nie próbowałam otwierać drzwi, wiedziałam, że są zamknięte. Złapałam Thomasa za rękę, gdy pomagał mi wygramolić się z samochodu.
- Cóż za gracja. - powiedział a jego ton zdradzał rozbawienie. Nikły uśmiech zamajaczył na jego ustach ale zaraz zniknął. Z każdym krokiem byliśmy coraz bliżej drzwi wejściowych. Nie! Nie chcę, żeby sobie poszedł. Wspięłam się na trzy niskie schodki prowadzące do wejścia i odwróciłam się by się pożegnać.
- Odprowadzę Cię do mieszkania. - powiedział i otworzył drzwi od klatki wskazując gestem ręki bym weszła pierwsza. Zmarszczyłam brwi nie wiedząc czego mam się spodziewać. Szliśmy w ciszy co było trochę niezręczne ale cały czas czułam jego oszałamiający zapach, który pozwalał mi się zrelaksować. Wspinaliśmy się po schodach słysząc głuchy stukot moich szpilek. Kiedy dotarliśmy do mojego mieszkania uśmiechnęłam się smutno, nie chcę, żeby szedł. Stał na przeciwko mnie, skanując mnie wzrokiem. Spojrzałam na jego oczy, zabłyszczały groźnie na co zachłysnęłam się powietrzem. Thomas zrobił krok do przodu, nasze ciała praktycznie się stykały. Podniósł rękę i złapał mnie za kark a drugą objął mnie w talii przyciągając bliżej siebie. Wszystko działo się tak szybko! Raptownie naparł na moje usta, a ja przysięgam, upadałabym gdyby nie to, że mnie trzymał. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze i chwilę potem czułam jak łapczywie odkrywa zakamarki wnętrza moich ust. Nasze języki toczyły walkę przyjemnie się o siebie ocierając.
- Tommy. - Jęknęłam cicho gdy poczułam jego ręce na moich udach. Uniósł mnie na co instynktownie oplotłam nogi wokół jego bioder. Pocałunek był tak intensywny, że powoli zaczynało braknąć mi tchu. Wplotłam palce w jego włosy pociągając lekko, są takie miękkie! Już teraz wiem, że mogłabym miętolić je cały czas. Thomas przygryzł moją wargę i pociągnął lekko po czym oderwał się ode mnie i oparł swoje czoło o moje. Dyszał ciężko próbując uregulować oddech. Szczerze, też miałam z tym problem.
- Bałem się, że już nigdy nie usłyszę tego z Twoich ust.

_________________________________________________________________________________
Link do piosenki : [KLIK]
Przepraszam za wszelkie opóźnienie ale rodzina w odwiedziny przyjechała i chciałam spędzić z nimi trochę czasu.
Co do rozdziału, muszę przyznać, że pisanie go szło mi bardzo opornie, praktycznie zmusiłam się by go dokończyć i szczerze średnio mi się podoba ale nie chciałam byście dłużej czekali.
Także, miłego czytania :) Może komuś jednak przypadnie do gustu.
Do następnego! x

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 5

Spuściłam głowę skupiając wzrok na splecionych dłoniach. Nerwowo skubałam paznokcie mając nadzieję, że...no nie wiem, zniknę? Chłopak wwiercał we mnie swoje spojrzenie sprawiając, że moje policzki przybrały barwę szkarłatu. Kiedy odważyłam się podnieść wzrok, napotkałam brązowe tęczówki, które jak mi się zdawało, chwilę wcześniej były troszkę jaśniejsze. Thomas siedział obok nieruchomo, wydawało się, że szuka odpowiednich słów.
- Przepraszam. - zachrypnięty głos chłopaka przerwał dudniącą w uszach ciszę. Podniosłam raptownie głowę, byłam zdziwiona, z tych wszystkich możliwych słów, które mogły paść tych spodziewałam się najmniej. Przekrzywiłam lekko głowę przyglądając mu się z zaciekawieniem.
- Za co? - wyszeptałam. Nie było mnie stać na głośniejszy ton. Nie wiem czemu, ale obecność Thomasa strasznie mnie onieśmielała. No i muszę przyznać, że było mi głupio. Zaopiekował się mną, kiedy równie dobrze mógł zostawić mnie na ulicy. Nie musiał mi pomagać a jednak to zrobił. Jestem mu bardzo wdzięczna, wstyd mi za moje wcześniejsze zachowanie.
- Za wszystko. - spojrzałam na niego, miałam wrażenie, że jego usta drżą lekko. Nie, to nie możliwe.
Chłopak poderwał się z łóżka i splótł ręce na karku ciągnąc za włosy. Spacerował po sypialni a mój wzrok podążał za nim.
- Za to, że Cię zostawiłem. Za to, że się nie odezwałem. Za to, że się nie pożegnałem i za to, że musiałaś być sama przez całe, pieprzone cztery lata. - wyrzucił z siebie po czym przykucnął przy łóżku.
 - Obwiniałem się o to każdego dnia, każdego pieprzonego dnia, że nie było mnie przy Tobie kiedy tego potrzebowałaś. Elena, ja wiem co wydarzyło się tego dnia kiedy wyjechałem i wiem, że winisz mnie za to. - moje policzki mokły od spływających, słonych łez. Pociągnęłam nosem, wspomnienia, o których chciałam zapomnieć uporczywie wdzierały się do mojej głowy.
- Wiem, że czasu już nie cofnę, ale przepraszam. Przepraszam. - jego oczy również zaszły łzami, wyglądał jak mały chłopiec, chłopiec, którego miałam w zwyczaju widywać cztery lata temu. Z moich ust wyrwał się cichy szloch, schowałam twarz w dłoniach.
- Elena, proszę odezwij się. Powiedz coś, błagam. - słyszałam jego zdesperowany głos i miałam wrażenie, że jego potrzeba dominacji, która widziałam w pracy odeszła w zapomnienie. Ale jak w takiej chwili mogłabym powiedzieć cokolwiek? Thomas chwycił mnie delikatnie za ramiona próbując wydusić ze mnie jakiekolwiek słowa. Ja tylko siedziałam i płakałam, płakałam jak cztery lata temu... Po krótkiej chwili chyba zrozumiał, że nie zamierzam się odezwać. Zsunął ze stóp swoje czarne conversy i wspiął się na materac. Łóżko zaskrzypiało cicho, umilkło kiedy usiadł obok mnie. W tamtym momencie moje serce pękało na nowo, a moje rozemocjonowane ciało trzęsło się. Poczułam jak silne ramiona Thomasa oplatają moje ciało, a jego broda zostaje oparta na mojej głowie.
- Ciii, przepraszam, nie chciałem..- wyszeptał uspokajająco. Siedzieliśmy w uścisku dobre dwadzieścia minut zanim mój oddech przybrał w miarę normalne tempo. Bawiłam się sznurkami od jego bluzy miętoląc je między palcami. W sypialni panowała kompletna cisza, ale nie taka niezręczna, ta była przyjemna.
- Chciałbym Ci to jakoś wynagrodzić. - szepnął Thomas pocierając moje ramię. Nie odezwałam się, pozwoliłam mu kontynuować. Słyszałam jak przełyka ślinę, jego jabłko Adama poruszyło się.
- Chcę Cię dziś zabrać w pewne miejsce. - oznajmił cicho i spuścił głowę by na mnie spojrzeć. Uniosłam oczy ku górze i ledwo zauważalnie kiwnęłam głową. W tamtym momencie cała złość odpłynęła. Teraz dopiero zdałam sobie sprawę jak bardzo za nim tęskniłam.

* * *

Wyszłam z domu punkt osiemnasta. Thomas już tam czekał, no jasne, nigdy się nie spóźniał. Stał oparty o samochód a jego wzrok podążał za mną śledząc uważnie moje ruchy. Miał na sobie czarne rurki, czarne conversy, biały t-shirt i czarną kurtkę, oh dużo czarnego. Wyglądał tak zwyczajnie a jednak w jakiś sposób pociągająco. Uśmiechnęłam się nieśmiało w jego stronę, przy nim mój sweter w kolorze pudrowego różu wyglądał jeszcze zwyczajniej. Thomas odepchnął się od samochodu i zrobił krok w moją stronę. Wstrzymałam oddech, nie mam pojęcia czemu ale czułam się w jego towarzystwie...inaczej, szczególnie w miejscach publicznych. Jego dłoń wysunęła się do przodu w poszukiwaniu mojej a gdy w końcu się odnalazły przez moje ciało przeszły ciepłe iskry. Splótł nasze palce i poprowadził mnie w stronę samochodu. Otworzył drzwi i pomógł mi wsiąść pochylając się nade mną w poszukiwaniu pasa. 
- Dam radę sama. - uśmiechnęłam się delikatnie odsuwając jego dłonie. Zmarszczył brwi ale nie odsunął się. Już zaczyna pokazywać swoją dominację. Wszyscy którzy mnie znają wiedzą, że jestem osobą, która nie lubi słuchać poleceń a co dopiero je wykonywać. Westchnęłam głośno tym razem nie sprzeciwiając się temu co robi. Uśmiechnął się wyraźnie zadowolony i zapiął mój pas po czym przeszedł szybkim krokiem przed maską i wsiadł na miejsce kierowcy. Położył ręce na kierownicy zaciskając je tak mocno, że kostki pobielały. Jego szczęka napięła się a wzrok ani na chwilę nie opuszczał jezdni. Jechaliśmy szybko, obraz za oknem rozmazywał się bardziej niż zwykle. Chwyciłam się rączki, które była przymocowana z wewnętrznej strony samochodu, oh zdecydowanie za szybko. Thomas odwrócił głowę w moją stronę i zwolnił nieco widząc mój strach. Bąknęłam ciche "dziękuję" i spuściłam wzrok na palce. 
- Opowiedz mi wszystko co działo się przez te cztery lata - głos Thomasa przerwał ciszę panującą w aucie. 
- Eee... Więc opiekę nade mną przejęła ciocia Renee - zaczęłam cicho jąkając się trochę. Tylko nie płacz Elena, tylko nie płacz. - Musiałam sprzedać dom, wszystko co miałam... ciocia powtarzała, że nie ma pieniędzy by na mnie łożyć. - kontynuowałam a głos drżał mi niemiłosiernie. Nie lubiłam o tym rozmawiać, właściwie nie wiem czemu o tym mówię, ale chyba powinien wiedzieć... Spojrzałam na niego, słuchał uważnie skupiając się na mojej wypowiedzi. - później powiedziała, że nie niesie więcej tego kundla... więc musiałam oddać Lucy - otarłam oczy bo łzy uparcie próbowały wydostać się na zewnątrz. Thomas znów zacisnął ręce na kierownicy widząc smutek emanujący z mojej osoby.
- Spokojnie Elena... Proszę Cię nie płacz. -  kciukiem otarł delikatnie łzę spływającą powoli po policzku. Uśmiechnęłam się słabo próbując poprawić sobie nastrój. 
- Mam nadzieję, że spodoba Ci się to miejsce - powiedział Thomas z podekscytowaniem. Bogu dzięki, że zmienił temat.
- Gdzie właściwie jedziemy? - spytałam próbując rozpoznać jakikolwiek obiekt przewijający się za oknem ale nie dostałam odpowiedzi. Nigdy nie byłam w tej części Dallas, okolica wyglądała na dość bogatą. To określenie jest zdecydowanie sprzeczne z moją osobą. Samochód zatrzymał się a ja rozdziawiłam usta w podziwie. Staliśmy przed dużym białym budynkiem, na moje oko miał około czterech pięter. Z przodu wyglądał jak rzymski panteon. Kilka kolumienek, za którymi kryło się wejście podtrzymywało trójkątny daszek. Wygląda to niczym budowa z klocków, zachichotałam w duchu w odpowiedzi na moje wyobrażenia. Thomas obserwował moją reakcję wyraźnie dumny ze swojego wyboru. 
- Czy to... galeria sztuki? - spytałam nie mogąc napatrzeć się na piękną budowlę. Thomas złapał mnie za rękę i pociągnął lekko w stronę wejścia. 
- Dzień dobry panie Sangster - przywitał go, jak mi się wydaję ochroniarz. Thomas skinął głową i przepuścił mnie w drzwiach. Co jest, czemu wszyscy go znają? W środku było jeszcze piękniej. Wysoki sufit w kształcie kopuły wyglądał nadzwyczaj majestatycznie, a ściany, które były pokryte lustrami optycznie powiększały i tak wielkie pomieszczenie. Spojrzałam na Thomasa, on również rozglądał się dookoła lecz jego twarz nie wyrażała euforii w porównaniu do mojej. Zmarszczyłam brwi i pociągnęłam lekko jego rękę. Spojrzał w dół dając mi możliwość ponownego wejrzenia w te piękne oczy. 
- Nie podoba Ci się? Nie Twoje klimaty? - spytałam zmartwiona, mógł wybrać coś co obojgu by się podobało.
- Nie, jest cudownie, naprawdę. - uśmiechnął się ale wiedziałam, że to wyjście nie będzie dla niego tak wielką frajdą jak dla mnie. Podeszliśmy do kas, za ladą siedziała piękna rudowłosa kobieta. Wstała kiedy podeszliśmy bliżej i grzecznie skinęła głową  
-To zaszczyt gościć pana ponownie, panie Sangster - jej melodyjny głos dobiegł do moich uszu. To wy się znacie? Zaraz, zaraz...ponownie? Zmarszczyłam brwi, mój wzrok co chwila spoczywał to na jednym to na drugim z nich. Rudzielec zdawało się w ogóle nie zarejestrowała mojej obecności. Thomas oparł się jednym ramieniem na wysokiej ladzie i spojrzał na nią surowo. 
- Powiedz mi Elizabeth, czy kadra pracownicza działa zgodnie z moimi poleceniami? - spytał ostro. Z jego poleceniami? No nie gadajcie, ta galeria należy do niego? Kobieta pobladła na twarzy, teraz jej piegi były bardziej widoczne. 
- Ja, ja... wydaję mi się, że tak proszę pana - powiedziała nerwowo. Miło wiedzieć, że nie tylko ja zachowuję się tak gdy Thomas staj się...taki. 
- Nie jestem zadowolony. Przekaż innym, że będę tutaj w następnym tygodniu i wszyscy mają się stawić na zebraniu personelu. - powiedział i uśmiechnął się pod nosem, widząc reakcję dziewczyny. 
- A teraz poproszę bilety, dla dwojga. - wyraźnie podkreślił drugą część zdania i przyciągnął mnie bliżej siebie. Elizabeth, bo tak chyba nazywała się kobieta za ladą dopiero teraz zauważyła moją obecność. Przeszyła mnie zimnym wzrokiem, jej spojrzenie było tak intensywne, że przegrałam z nim spuszczając głowę. Wcisnęła na urządzeniu kilka przycisków i położyła na blacie dwa bilety, uśmiechając się w stronę Thomasa. Czy ona z nim flirtuje? Kobieto, on przed chwilą powiedział, że nie podoba mu się Twoja praca. Thomas spojrzał na mnie i obdarzył mnie ciepłym uśmiechem na co stado motyli w moim brzuchu pobudziło się do życia. Zacieśnił uścisk dłoni jakby bał się, że się mu wyślizgnę i poszliśmy w stronę pierwszej sali. 
- To twoja galeria? - spytałam cicho. Skinął głową. Komunikacja to podstawa, panie Sangster. 
- Dlaczego ją kupiłeś? -  Byłam ciekawa skąd ma tyle pieniędzy ale postanowiłam o to nie pytać. Nie wydaję mi się, żeby był skory do dzielenia się takimi informacjami. 
- A czemu nie. - usłyszałam irytację w jego głosie i postanowiłam się więcej nie odzywać.
Weszliśmy do środka, znajdowało się tu pełno obrazów abstrakcyjnych, sztuka nowoczesna. Z zaciekawieniem przyglądałam się najmniejszym szczegółom, próbując wyczytać z nich emocje autora. 
- Jackson.. 
- Pollock - dokończyłam pierwsza. Thomas uśmiechnął się i stanął bliżej. Wiedział, że kocham sztukę, zabranie mnie tutaj było strzałem w dziesiątkę. Podeszłam do kolejnego obrazu, autorem również był Pollock. 
-  The deep , namalowany w 1953 - szepnęłam przyglądając się bliżej, zawsze chciałam zobaczyć ten obraz na żywo, był jednym z moich ulubionych. Thomas rejestrował moje ruchy nie spuszczając mnie z oka. 
- Czemu tak na mnie patrzysz? - spytałam i uśmiechnęłam się. Zakłopotanie przez chwilę malowało się na jego twarzy ale zaraz potem wszystko wróciło do normalnego stanu rzeczy.
- Bo jesteś piękna. - powiedział pewnym głosem a jego wzrok nie opuszczał mojej twarzy. Zarumieniłam się i zawstydzona spuściłam wzrok. Moje oczy podziwiały białą podłogę, kiedy w pole widzenia wdarły się czubki czarnych conversów. Podniosłam wzrok, Thomas stał na przeciwko mnie, bardzo blisko. Jego dłonie odnalazły moje i splotły je w uścisku. Napotkałam oczy Thomasa, skanowały mnie  uważnie. 
- Tyle chciałbym Ci powiedzieć. - zachłysnęłam się powietrzem, czemu on tak na mnie działa?! 
- Więc.. więc powiedz - szepnęłam i zwilżyłam usta językiem. Thomas pochylił się, jego usta były kilka centymetrów od mojego ucha. Przymknęłam oczy rozkoszując się naszą bliskością.
- Ale jeszcze nie mogę -  szepnął, a jego głos był pociągająco ochrypły. Chłodne powietrze oplotło moje ciało kiedy Thomas odsunął się. 
- Mam dla Ciebie niespodziankę. Właściwie to dwie. - spojrzał na mnie, zmarszczyłam brwi nie wiedząc czego mam się spodziewać. Poszłam za nim niepewnym krokiem. Stanął przed następnymi drzwiami, oparł się o nie plecami i spojrzał się na mnie.
- Zamknij oczy - powiedział, zmarszczyłam lekko brwi ale postanowiłam dostosować się do jego prośby, właściwie to było polecenie. Momentalnie wyostrzyły się wszystkie moje zmysły. Poczułam jak chwyta moją dłoń, później usłyszałam ciche kliknięcie towarzyszące naciśnięciu klamki i skrzypnięcie drzwi. Zimne powietrze wyleciało z pomieszczenia a przez moje ciało przeszły dreszcze. Ręką Thomasa pociągnęła moją wprowadzając mnie do środka. Przeszłam piętnaście kroków i wtedy Thomas zatrzymał mnie. Stanął za mną, umieścił głowę nad moim ramieniem a później szepnął cicho, że mogę otworzyć oczy. Moje powieki rozchyliły się powoli przystosowując wzrok do jasności, która panowała w tym pomieszczeniu. Stałam tam mocno zszokowana, moje usta otworzyły się a oczy powiększyły swój rozmiar blisko dwukrotnie. Nie mogłam się ruszyć, moje mięśnie zastygły, czułam jak fala szczęścia przepływa przez moje ciało. Co widziałam? Stałam przed wielkim płótnem na około 2,5 metra wysokości. Na płótnie był naniesiony szkic. Obraz przedstawiał chłopca z potarganą czupryną i dużymi, ładnymi oczami. Gdzieś w okolicach ramienia chłopca widniał bazgroł uznawany pospolicie za podpis artysty. Tyle, że to był mój podpis. Wisiał przede mną obraz, który narysowałam 6 lat temu, nad jeziorem. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa, tylko gałki oczne ruszały się w górę i w dół chłonąć ilustrację. Spojrzałam na plakietkę pod obrazem " Autor: Elena Mason".Przyglądałam się obrazowi, a w mojej głowie tworzyły się wspomnienia. Z każdą linią, która widnieje na płótnie przebłyski wspomnień jak film pojawiały się i znikały przed moimi oczami. 
- Podoba Ci się? - spytał Thomas. Kiwnęłam głową nie mogąc wydusić z siebie żadnego dźwięku. 
- Mam do Ciebie prośbę. To jest ta niespodzianka numer dwa. - powiedział i chwycił mnie za rękę prowadząc do następnego pokoju. Człowieku, jeszcze nie otrząsnęłam się po pierwszej jaką mi zafundowałeś. Wprowadził mnie do, na pierwszy rzut oka, pustego pokoju. Po rozejrzeniu się dostrzegłam, że nie ma tam żadnego obrazu. Na środku pokoju stała sztaluga, obok puszka pełna pędzli a pod ścianką paleta z farbami. Spojrzałam na Thomasa lekko skonsternowana. 
- Chcę żebyś coś namalowała. - wyjaśnił i włączył dodatkowe światła. Szczerze z chęcią wypełnię tą prośbę. Dawno nie malowałam i bardzo mi tego brakowało. Uśmiechnęłam się promiennie dziękując mu. Wyjęłam z torebki frotkę i spięłam włosy w niedbały koczek, żeby ich nie pobrudzić. Podniosłam paletę z farbami, chwyciłam największy pędzel i zmierzyłam wzrokiem płótno. Thomas stanął obok przyglądając się mojej pracy. 
- Potrzebna mi będzie tylko biała i czarna farba. I twoja pomoc - powiedziałam i uśmiechnęłam się po raz kolejny widząc jego zdziwienie. Byłam w swoim żywiole i nikt nie mógł mi tego zniszczyć. Zmarszczyłam brwi skupiając się na płótnie, wszystko dookoła znikło, byłam tylko ja i moja wyobraźnia. Zamoczyłam pędzel w czarnej farbie i pewnym ruchem przejechałam nim od góry do dołu dzieląc płótno na pół. Przekręciłam głowę lekko w prawo zagłębiając się w transie. Jedną połowę zamalowałam czarną farbą, po czym odsunęłam się kawałek by ocenić czy obie części -biała i czarna- są równe. Spojrzałam na Thomasa, siedział na krzesełku tył na przód, skrzyżowane ręce spoczywały na oparciu. 
- Lubię patrzeć jak się skupiasz. Zmarszczka tworzy Ci się między brwiami - powiedział i dotknął wspominanego miejsca u siebie. Pokręciłam głową i znów skupiłam uwagę na płótnie. Nabrałam pędzlem białej farby i rozprowadziłam ją na swojej lewej dłoni. Thomas przyglądał się uważnie temu co robię. No przyglądaj się, przyglądaj. Zaraz Twoja kolej. Przyłożyłam rękę po środku czarnej części i docisnęłam palce tak by cała dłoń dobrze się odbiła. Odsunęłam rękę z lekką trudnością, bo przykleiła się do płótna po czym kiwnęłam głową na Thomasa. 
- Twoja kolej. - powiedziałam a on uśmiechnął się zawadiacko. Podszedł wolnym krokiem i wyciągnął prawą dłoń. Chwyciłam za pędzel i zamoczyłam go tym razem w czarnym płynie. Muskałam pędzlem jego dłoń z wielką precyzją, upewniając się, że nie zostawiłam pustego miejsca. Powiodłam jego dłoń w stronę kartki i odcisnęłam ją symetrycznie do mojej. Odkleił rękę i wytarł ją ręcznikiem papierowym podczas gdy ja podziwiałam nasze dzieło. 
- Przepiękne. - powiedziałam cicho a płomyczki szczęścia zatańczyły w moich oczach. 
- Też mi się podoba - odezwał się Thomas. Uśmiechnęłam się szeroko, cieszę się, że jest zadowolony. Zostawiliśmy obraz w sali zamykając ją na klucz. 
- Jest po dwudziestej, odwiozę Cię do domu. - powiedział Thomas a ja kiwnęłam głową. Poszliśmy umyć ręce i chwile po tym już siedzieliśmy w samochodzie. Pociągnęłam nogi pod brodę, oplatając je rękami. Podziwiałam widoki za oknem a na mojej twarzy gościł uśmiech. Czułam na sobie wzrok Thomasa. Odwróciłam się powoli, miałam rację, patrzy się na mnie. Posłałam mu uśmiech. 
- Podobało się? - spytał a ja pokiwałam głową z entuzjazmem. Uraczył mnie jednym z tych swoich rzadkich, szerokich uśmiechów a moje serce dostało skrzydeł łomocząc nimi o moje biedne żebra. 
Podjechaliśmy pod moją kamienicę zbyt szybko. Thomas wysiadł pierwszy i przeszedł na drugą stronę samochodu by otworzyć mi drzwi. Podałam mu rękę a ten pociągnął ją wyciągając mnie z auta. Poszedł ze mną do samych drzwi po czym pocałował zewnętrzną część mojej dłoni. 
- Niezwykle przyjemnie było spędzać z Tobą czas. Do zobaczenia Eleno - powiedział a ja miałam ochotę rzucić się na niego i nigdy nie puszczać. Pomachałam mu na pożegnanie i weszłam do środka. Przykleiłam oczy do szyby w drzwiach i patrzyłam jak odjeżdża. Zniknął za zakrętem a ja powędrowałam po schodach na górę by dostać się do mieszkania. Mój telefon zabrzęczał. Oh, Jessica. Odpisałam ale za chwilę znów usłyszałam dźwięk oznajmiający przyjście nowej wiadomości.


A może miała rację? Może to miłość a nie przyjaźń trzyma nas przy sobie. Może to zawsze była miłość...